Cześć moi drodzy Czytelnicy,

Wczoraj na terenie warszawskiej Agrykoli odbyła się kolejna edycja biegu Samsung Irena Women’s Run, której odpuścić sobie nie mogłam. Dziś post z relacją właśnie z tego biegu. Zapraszam!

Impreza ta jest organizowana pod patronatem legendy polskiego sportu – Pani Ireny Szewińskiej, by jak pisze sam organizator, zachęcić wszystkie kobiety do aktywności fizycznej:

„Ideą Samsung Irena Women’s Run jest zachęcenie wszystkich kobiet do aktywnego wypoczynku i dbanie o własne zdrowie. Co roku w biegu startują zarówno panie uprawiające ten sport regularnie, jak i te, które dopiero rozpoczynają z nim swoją przygodę. Wspólnie z Ireną Szewińską pokazujemy, że kobiecość to nie tylko piękno, ale też aktywność, siła i radość życia!”

Trasa 5 km biegu biegła w malowniczym otoczeniu Łazienek Królewskich. Rewelacyjna atmosfera, słoneczna pogoda i mnóstwo uśmiechniętych kobiet – tak było wczoraj! Mi udało się zająć 203 miejsce na ok. 3000 startujących kobiet i osiągnąć czas 26 min. i 23 sek. Jestem bardzo zadowolona z tego wyniku, choć wiem, że mogło być lepiej… 🙂 Dlaczego? Po przebiegnięciu 1 km strasznie chciało mi się pić. Mówiąc szczerze nie pomyślałam, że na tak krótkim dystansie będę potrzebowała wody, ale jednak wczoraj pogoda nie należała do tych najbardziej sprzyjających bieganiu. Było mega gorąco i duszno, a łyk wody na trasie byłby bardzo pomocny… Poza tym drugi i trzeci kilometr to był niezły podbieg, który niejedną Panią zaskoczył i mocno zmęczył praktycznie „na dzień dobry”. Ale nie ma co narzekać, bo i tak było rewelacyjnie! Mówiąc szczerze, jak wstałam wczoraj rano i zobaczyłam ulewę za oknem, zastanawiałam się, co ja na głowę założę, żeby po czole nie płynęło strugami 😀 O rezygnacji z biegu nie było mowy! Jednak Organizator oprócz wielu atrakcji, zamówił też dobrą pogodę, bo na sam start świeciło piękne słońce… 😉

Dlaczego w ogóle biorę udział w takich eventach? Są to niesamowite, bezcenne emocje! Każdy z nas ma przecież jakąś swoją drogę pełną wyboi. Zmaga się z wieloma trudnościami. I nagle w jednym miejscu spotyka się kilka tysięcy pojedynczych historii, osób, czy tak jak wczoraj kobiet – tych samotnych, chorych, z rodzinami, z dziećmi, które wszystkie razem stają na starcie, by walczyć ze swoimi słabościami i przeciwnościami serwowanymi przez życie. Trenując, ćwiczysz nie tylko swoje ciało, ale i charakter, nabierasz pewności siebie i siły, która to właśnie pomaga Ci zmagać się z każdym życiowym zakrętem… Póki nie spróbowałam sama, nie do końca rozumiałam o co w tym wszystkim chodzi. To jest niesamowite przeżycie, naprawdę! A kiedy widzisz tych wszystkich ludzi, którzy stoją z boku i dopingują Ci, nie mówiąc już o tym, co się dzieje jak spotkasz rodzinę czy znajomych, którzy wydzierając na maxa gardło krzyczą Twoje imię… uuu wtedy dopiero dostaje się kopa! 😀 Adam, Oswald – wielkie dzięki za wczoraj! 🙂

To co, następnym razem widzimy się razem na starcie…? 😉

Wspaniałego tygodnia,

Sylwia

Za zdjęcia ogromne DZIĘKI dla Robert Harezlak i Adam Lewanowicz !

1

2

3

4

5

6

7

7 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *