Cześć,

Dziś mam dla Was obiecany post o roku spędzonym pod okiem Romy Gąsiorowskiej w AktoRstudio. To nie będzie krótki post. Kto ma czas i ochotę – radzę przygotować kubek kawy do czytania, bo nie napiszę tu jedynie o samej szkole, ale i o moich przemyśleniach/doświadczeniach z ostatniego roku.

Zacznijmy od tego jaka to szkoła? Jaka forma ćwiczenia warsztatu aktorskiego?

Otóż moim zdaniem najlepsza z możliwych, opierająca się na prawdzie i poszukiwaniu potrzebnych do sceny emocji na podstawie swoich osobistych doświadczeń.

Jak można przeczytać na stronie aktorska.com „AktoRstudio wykorzystuje techniki aktorskie osiągania wyznaczonego celu w oparciu o techniki: Stelli Adler, Antona Czechowa, Konstantego Stanisławskiego, Jerzego Grotowskiego i Lee Strasberga.”

Z czystym sumieniem i pełną odpowiedzialnością mogę napisać, że jest to jedyna szkoła w Polsce ucząca na takich zasadach, kształcąca szczególnie praktykę pod okiem prawdziwych Zawodowców dzisiejszego, polskiego kina: Piotr Głowacki, Dawid Ogrodnik, Marieta Żukowska, Marta Ścisłowicz, Małgosia Buczkowska-Szlenkier, Przemek Bluszcz, Ola Popławska, czy sami założyciele Roma Gąsiorowska i Michał Żurawski. Ćwiczyliśmy swoje umiejętności w żywych scenach, na tekstach, przed kamerą, co jest najlepszą możliwą praktyką, by być bardziej świadomym swoich emocji/aktorstwa, czy choćby wyzbycia się głupiego stresu na widok kamery.

Często dostaję pytania „Sylwia, a czemu nie wybrałaś Państwowej Akademii?” Raz z braku czasu – mam 27 lat, ukończone studia wyższe i nie mogłabym sobie pozwolić na brak pracy przez pierwsze lata państwowej szkoły (takie są częste wymogi państwowych szkół). Dwa, patrząc na przypadki moich mega zdolnych znajomych z dyplomami akademii teatralnej i pracujących „na etacie” w polskich korporacjach, myślę, że dyplom ma niewielkie znaczenie (z całym szacunkiem do osób, które go mają) w polskich produkcjach filmowych czy choćby serialowych. Jeśli natomiast uznam, że ten dyplom jest mi niezbędny, to postaram się go zrobić eksternistycznie.

Co jest zatem najważniejsze? Z moich obserwacji polskiego kina czy choćby showbiznesu wynika, że najważniejsza jest DETERMINACJA. To też potwierdził nam zresztą Janek Komasa na spotkaniu w AktoRstudio. Abstrahując od tego, że spotkanie z nim było trzygodzinną bombą motywacyjną <3 to dowiedzieliśmy się naprawdę wielu „smaczków” na temat doboru aktorów do polskich produkcji. I co najważniejsze – choćbyś był najzdolniejszy, a nie będziesz działał, próbował, popełniał błędy to nie osiągniesz sukcesu. Tu już brak miejsca dla najzdolniejszych. Rynek jest, jaki jest i trzeba szukać własnej, unikalnej drogi, przepełnionej pracą, by osiągnąć swoje cele. Liczenie na innych, na znajomości czy jakieś układy, jest bardzo złudne i z pewnością nie doprowadziło jeszcze nikogo do prawdziwego sukcesu. A jaka jest satysfakcja, kiedy osiągasz coś sam… #bezcenna. Jeśli natomiast skupiasz się na pracy i determinacji, wtedy i pojawiają się też sprzyjające okoliczności, życzliwi ludzie etc. Tak bynajmniej wynika z moich doświadczeń…

Czego jeszcze się nauczyłam? Aktorsko, żeby nie „grać” a „być”. „Granie” jest sztuczne, „bycie” prawdziwe. I choć czasem po zajęciach wychodziłam nieco przerażona, bo – totalnie roztrzęsiona, rozmazana, to w jakiś dziwny sposób usatysfakcjonowana. Świadome sięganie do złych emocji, doświadczeń i korzystanie z tego w scenie, to jak na moją logikę jedyny właściwy sposób, by być autentycznym, naturalnym, prawdziwym. Fakt faktem należy również nauczyć się później o tym zapominać, odcinać od tego co się działo w scenie i wracać do normalności, ale możliwość przeżywania czegoś takiego, uzewnętrzniania się, dla mnie – jako chyba mocno artystycznej duszy jest czymś bezcennym i absolutnie jarającym 🙂

Kolejną bardzo istotną kwestią w aktorstwie, ale i w życiu jest empatia. Czyli otwarcie się na drugiego człowieka, wysłuchanie go i reakcja na jego emocje. Świetnie uczy tego technika Meissnera. Pomijając bycie aktywnym na scenie na emocje partnera, jak piękne byłoby życie, gdybyśmy starali się być również tacy w życiu? Nie egoistyczni, zapatrzeni w siebie, z głośno brzmiącym hasłem w głowie „to nie moja sprawa, jak ty się czujesz”. Jeśli staralibyśmy się choć trochę otworzyć i wysłuchać drugą osobę w związku, w pracy, w szkole, w Internecie. Nie oceniając po pozorach, nie reagując „z pamięci”, tylko wspólnie przeżywać. Ile mniej byłoby wypadków, gdybyśmy podobnie uważni byli choćby na drodze… Emocjonalna krótkowzroczność, może i czasem „się opłaca”, bo tymczasowo nie musimy martwić się drugą osobą, a skupić tylko na samym sobie, ale … czy warto? Cytując św. pamięci wspaniałego Profesora Bartoszewskiego. Pozostawiam do przemyślenia każdemu z osobna…

Ja ze swoich doświadczeń, tych zdobytych zarówno w AktoRstudio, jak i życiowych, mogę w pełni świadomie powiedzieć, że nie warto. Wszystko, ale to WSZYSTKO co od siebie dajemy, kiedyś do nas wraca. Zdecydowanie lepiej jest dawać dobro, żyć w zgodzie z samym sobą i z innymi i to samo później zbierać, jako plony. Niż być egoistą, który z całą pewnością, prędzej czy później doświadczy tego samego, co wcześniej od siebie dał. Ignorowanie innych nie jest dobre ani w życiu, ani na scenie. Na scenie łatwo jest zobaczyć, że aktorzy nie partnerują sobie, że scena nie trzyma się kupy, nie ma tam energii, jest sztuczna. Tak samo w życiu.

Kolejna sprawa bardzo ważna do omówienia po roku spędzonym w AktoRstudio to LUDZIE. Każdy z nas, był zupełnie inny. Mówię zarówno o wykładowcach, jak i znajomych uczniakach 🙂 I teraz powiem Wam coś, mega szczerze. Jak byłam w tej szkole pierwszy dzień to zastanawiałam, jak ja się tam odnajdę… Ale tylko dlatego, że cholernie bałam się, że Ci wszyscy ludzie odbiorą mnie jako „głupią pindzię z Miłości Na Bogato”, która nie szczędzi w makijażu i wysokości szpilek 🙂 Serio. Bałam się, że mnie nie zaakceptują, a ponadto, że „artystycznie” będę daleko z tyłu za nimi. Bo oni wszyscy tacy alternatywni, a ja >Instagramowa Fashionistka< Nowak haha 😀 Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu i jeszcze większemu pokrzepieniu serca, Ci wszyscy ludzie, na co dzień zupełnie inni niż ja, pokazali mi jak bardzo się mylę i jak sama, z własnej głupoty i braku wiary w siebie, ładuję się w pętlę pt.: „co oni o mnie pomyślą?!”. Trwało to jakieś pół roku, zanim zrozumiałam. Zanim przestałam się tłumaczyć, i mówić „na okrętkę” o sobie, tak żeby dobrze mnie odebrali. TERAZ WIEM, że tylko my sami wrzucamy siebie w labirynty „co inni o mnie pomyślą”. To szczerze jest NAJMNIEJ ważne. Pomyślą albo i nie. NAJWAŻNIEJSZE jest to co my o sobie myślimy, co jest w naszych głowach i sercach. Pewność i wiara w siebie ponad wszystko, to jedyna droga, by być prawdziwym w oczach innych. Dodam jeszcze, że sama Roma powiedziała mi „Sylwia całe życie będziesz walczyć ze stereotypowym postrzeganiem ciebie przez innych, ale nie warto się tym przejmować. Lepiej wykorzystać wszystko, co masz i tym zdobywać to, co chcesz.” PRAWDA moi Drodzy Państwo, PRAWDA …się zawsze obroni 😉 Nawet jak jesteś artystyczną duszą w najwyższych szpilkach, z głębokim dekoltem, pomalowanymi ustami i paznokciami… 😉

I na koniec INTUICJA. Szczególnie na zajęciach Mariety Żukowskiej zrozumiałam, że my na serio wiemy wszystko. Wystarczy tylko dobrze spojrzeć, ocenić daną sytuację, skupić się na sobie czy na drugiej osobie, bo cytując Marietę „Sylwia ty wszystko wiesz… Ty to wszystko masz, widzisz i rozumiesz”. Dodam od siebie, że znacznie więcej się widzi i rozumie świat, jak przeżywa się coś przykrego, złego. Kiedy zawodzą osoby, którym się ufało. Kiedy popełnia się błędy, a dokładniej kiedy sobie je człowiek uświadamia. Dzisiaj znacznie lepiej dostrzegam fałsz czy dobro w innych niż choćby 3 lata temu. Wszystko w naszym życiu jest po coś, a porażki to chyba najlepsi nauczyciele 😉 I zdecydowanie częściej sięgam po swoją intuicję. Ona wie i wszystko pokieruje w dobrą stronę. Czy w życiu, czy na scenie. Wystarczy się w nią wsłuchać.

Jak widzicie sami, dużo się wydarzyło w moim życiu i w mojej głowie w ostatnim roku i zdecydowanie był to wspaniały rok, pełen ogromnej pracy nad sobą, zdobycia samoświadomości, przeistotnej na scenie. Zrozumiałam też czego ja tak na serio chcę od życia. W kategoriach zawodowych czy prywatnych… Poznałam mnóstwo naprawdę wartościowych ludzi, skupionych na tych właściwych wartościach…

Czy polecam tę szkołę? Jak myślicie patrząc na to co napisałam powyżej? 😉 Może nie jest to najtańsza szkoła w Polsce, ale 3-4 weekendy spędzone miesiąc w miesiąc, od rana do wieczora, procentują. I zdecydowanie to się i „opłaca, i warto” 😉

Dobranoc,

Sylwia

…Silna Sylwia 😉

Fot. Edmund Magdebursky

post

 

 

 

13 komentarzy

  1. Hej,

    Po pierwsze świetny post.Już po jego przeczytaniu, moja pewność siebie trochę się zwiększyła, a co dopiero by było po tym kursie, który opisujesz.
    Mam takie pytania:
    – Czy kurs ten otwiera drogę do grania w produkcjach telewizyjnych? Chodzi mi o to czy umożliwia dostanie się do seriali, nie tylko pod względem nabytych umiejętności ale także poprzez zdobycie info gdzie i jak startować?
    -Myślisz że osoby po tym kursie są dostrzegane przez reżyserów? Mają szanse na stałe role w serialach? Czy jednak nadal pozostaje takim osobom odgrywanie Kelnera/ Listonosza oraz gra w paradokumentach ? Bo co jak co ale to nadal jest tylko kurs aktorski a nie zdobyte wykształcenie.

    Damian

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *